Projekt: Bobkowski, co dalej?

Rozmowa z Jerzym Giedroyciem

Joanna Podolska: W jakich okolicznociach pozna Pan Andrzeja Bobkowskiego? By  Pana wspópracownikiem od pierwszego numeru "Kultury".
Jerzy Giedroyc: Artyku Bobkowskiego pt. "Nekyia", znalaz si w pierwszym numerze "Kultury" na skutek proby Józefa Czapskiego. Ten tekst zreszt bardzo mnie zainteresowa. Poznaem go osobicie dopiero po przyjedzie z Rzymu do Parya. Potem nasza wspópraca bya dosy ywa.

Joanna Podolska: Jak ocenia Pan twórczo Andrzeja Bobkowskiego po latach? Czy by to wany pisarz w historii polskiej literatury?
Jerzy Giedroyc: Bobkowski by przede wszystkim autorem wspaniaych wspomnie z okresu wojny, które weszy do "Szkiców piórkiem". Moim zdaniem to jest jedna z najwaniejszych ksiek opublikowanych przez Instytut Literacki. I to nie tylko ze wzgldu na jej wartoci literackie, ale take z powodu zawartych w niej bardzo interesujcych refleksji dotyczcych oceny sytuacji politycznej po przegranej wojnie. Syszaem, e jedno z wydawnictw niemieckich przymierza si teraz do wydania "Szkiców" w duym wyborze, gównie koncentrujc si na ocenach politycznych konsekwencji zachowania Francji wobec Niemców w czasie wojny. Bardzo mnie to cieszy.

Joanna Podolska: Zarzucano Bobkowskiemu, e "Szkice piórkiem" zostay czciowo sfabrykowane. e oceny polityczne dopisa ju po wojnie przy przepisywaniu i przygotowywaniu notatek do druku. Czy Pan nie mia takich wtpliwoci publikujc ksik w latach 50.?
Jerzy Giedroyc: adnych. Jestem pewien, e szkice powstaway na bieco. To jest ksika bardzo uczciwa i bardzo wiarygodna. Oczywicie dziennik by przepisywany zarówno tutaj, we Francji, jak i potem w Gwatemali. Ale dla mnie jest oczywiste, e Bobkowski nie dopisywa komentarzy post factum. To byy komentarze pisane pod wpywem wydarze.
Bobkowskiego charakteryzowaa niezwyka trafno i umiejtno obserwacji. Mia te niezwyky dar adaptacji do nowego rodowiska, wczuwania si w now sytuacj. To by przecie czowiek, który doskonale zaadaptowa si w Ameryce Poudniowej. Mia tam wielu przyjació. Równie jego teksty z Gwatemali, które publikowalimy, to nie byy notatki turysty, ale wnikliwe uwagi. On sta si obywatelem tego kraju. Bra czynny udzia w yciu politycznym Gwatemali i wszystko, co byo z ni zwizane, gboko go interesowao. Tak samo byo z Francj, której przyglda si krytycznie w czasie wojny.

Joanna Podolska: Par lat temu "Szkice piórkiem" ukazay si we Francji, ale nie zostay dostrzeone, a nawet raczej zignorowane. Jak Pan sdzi dlaczego Francuzi nigdy nie chcieli zauway tej wanej ksiki o Francji?
Jerzy Giedroyc: Moe wpyna na to sytuacja polityczna. Po wojnie panowaa we Francji dyktatura myli lewicowej. Bylimy tam bojkotowani. Cay nakad "Na nieludzkiej ziemi" Józefa Czapskiego zosta wykupiony przez Sowietów. Kiedy powstaway "Szkice piórkiem" Bobkowski nie ukrywa swoich pogldów wobec Francji, swojego rozczarowania i pesymizmu. A nikt nie lubi by oceniany. Tym bardziej, e opinie Bobkowskiego na temat Francji mimo jego wyranego zafascynowania tym krajem s brutalne i druzgocce.

Joanna Podolska: Jaki by Andrzej Bobkowski?
Jerzy Giedroyc: Na uksztatowanie charakteru Bobkowskiego wpyno ycie na styku paru wiatów. Z jednej strony by wychowankiem Osterwy, a z drugiej pupilem marszaka migego, który go traktowa prawie jak syna. To co go najbardziej charakteryzowao, to ch kompletnej niezalenoci, niepodporzdkowywania si. On mia szereg moliwoci powrotu z Gwatemali, znalezienia stosunkowo intratnej posady w Europie. Ale wszystkie nasze propozycje kategorycznie odrzuca. Nie chcia si uzalenia. Nawet kiedy udao si zdoby dla niego jakie stypendium, to prawie trzeba go byo zmusi, by je przyj. Tak ba si, e przyjcie czego uzaleni go od darczycy.

Joanna Podolska: Bobkowski wyjecha z Polski w marcu 1939 roku w do niejasnych okolicznociach. Mówi si, e by wpltany w jaki malwersacj. Natomiast w latach 50. ukazay si artykuy, w których zarzucano mu kontakty z niemieckim wywiadem. Co Pan wie na ten temat?
Jerzy Giedroyc: To rzeczywicie nie jest do koca jasna sprawa. Jak sdz Andrzej nawiza dosy lekkomylne kontakty towarzyskie z Niemcami, a to dziao si przecie w przededniu wojny. Poza tym jego ojciec by generaem i przyjacielem Rydza-migego. Absolutnie natomiast nie wierz, e bra udzia w jaki nieczystych sprawach. To by niezwykle uczciwy czowiek. Jeli si w co wplta, to przez swoj lekkomylno. Wyjazd Bobkowskiego do Francji by rzeczywicie pewnego rodzaju ucieczk, ale trzeba pamita, e wtedy w Europie by okres wielkiego niepokoju i wielkiego strachu.

Joanna Podolska: Gwatemala bya jego kolejn ucieczk, tym razem z powojennej Europy. Nie sdzi Pan, e to by kompletnie wariacki wyjazd, skok w ciemno? Czy Andrzej Bobkowski z Panem kiedykolwiek wczeniej rozmawia o emigracji do Ameryki rodkowej?
Jerzy Giedroyc: adnych rozmów na ten temat nie byo. To odbyo si w wielkiej konspiracji. Dowiedziaem si o tym tu przed ich wyjazdem z Parya i byo za póno, by go zatrzyma. Cho namawialimy go do zmiany decyzji. Ale Bobkowski nie wierzy, e co si w Europie zmieni. Ja nie podzielaem jego pesymizmu. Widziaem moliwo oporu, szczególnie jeli chodzi o odcinek polski. Liczyem nawet, e bdzie mona wróci do kraju. Ale ja jestem zwierzciem politycznym. Andrzej by bardzo emocjonaln natur. To nie by czowiek idcy w okrelonym kierunku. On si zapala do rónych rzeczy, czsto kieroway nim emocje. Nie znaczy to, e nie mia pogldów politycznych. Mia i to jasno okrelone. Na przykad wyklucza jakkolwiek wspóprac z komunistyczn Polsk. W 1956 roku na tym tle doszo niemal do zerwania naszych kontaktów.

Joanna Podolska: Jak Pan sdzi dlaczego podj tak szalon decyzj opuszczenia Europy na zawsze?
Jerzy Giedroyc: Bobkowski by do gbi Europejczykiem. By przesiknity mioci do Europy, do kultury europejskiej. Kocha to wszystko, co Europ stworzyo. Ale w czasie wojny, a zwaszcza w pierwszych powojennych latach, straci wiar w Europ. Myla, e zapanuje tu komunizm, e ta kultura ju przestaje istnie. Std równie jego zafascynowanie Stanami Zjednoczonymi. Chcia std uciec, by paradoksalnie zabra ze sob europejskie wartoci, w które wierzy i ocali je na kracu wiata.

Joanna Podolska: Andrzej Bobkowski debiutowa do wczenie, ale potem nie mia szansy
rozwinicia swojego talentu. Najpierw, w biednym powojennym Paryu i po osiedleniu si w Gwatemali, musia walczy o przetrwanie, a potem w sposób dosowny o ycie. Zmar modo i daleko od Europy. Jak Paskim zdaniem ewoluowayby jego pogldy i twórczo, gdyby mia wicej czasu na literatur i polityk?

Jerzy Giedroyc: Trudno to powiedzie bez gbszej analizy. Bya to natura kontestujca, buntownik, który zawsze stara si by niezaleny. Jego emocjonalny charakter stawia go w pewnej okrelonej pozycji. Cechowaa go take dua bezkompromisowo. Reagowa niesychanie emocjonalnie na wszystko, co go spotykao. Nie wchodzia w gr adna kalkulacja. Poza tym bardzo wana bya dla niego wiara. Bobkowski by gboko wierzcym czowiekiem. Pewnie poszedy w kierunku liberalnego konserwatyzmu.

Joanna Podolska: A jeli chodzi o literatur?
Jerzy Giedroyc: Myl, e ewolucja jego twórczoci szaby w stron Conrada. By moe napisaby co w rodzaju "Nostromo" czy "Jdra ciemnoci". Moliwe, e tak by si stao. Zreszt pracowa nad powieci, której nigdy nie ukoczy.

Joanna Podolska: Gdyby Pan wymienia najwaniejszych wspópracowników "Kultury", czy Bobkowski znalazby si w pierwszej dwudziestce Paskich autorów?
Jerzy Giedroyc: Niewtpliwie w pierwszej dziesitce.

Joanna Podolska: Dlaczego? Przecie w cigu 50 lat mia Pan dziesitki autorów, którzy byli zwizani z "Kultur" niemal od pocztku. Z Bobkowskim pracowa Pan tylko przez kilkanacie lat?
Jerzy Giedroyc: Na to si skada wiele elementów. Wtek osobisty i uczuciowy odgrywaby w takiej selekcji bardzo du rol. Dlatego liczyby si nie tylko wkad w "Kultur" i talent, ale take sprawy osobiste i towarzyskie. Bobkowski mia jedn bardzo cenn cech, która jest do rzadka, zwaszcza wród Polaków, cho nie tylko wród Polaków: wierno w przyjani i lojalno. Nie chodzi o to, e zawsze zgadza si z moimi pogldami. Wrcz przeciwnie. Czsto si spieralimy, ale miaem do niego osobiste zaufanie. To jest bardzo rzadkie. Bobkowski by jednym z tych wspópracowników, co do których nigdy nie miaem adnych wtpliwoci, e w kadej sytuacji bd ze mn. Zwaszcza w ostatnich latach jego ycia bylimy bardzo blisko. Czapski by moim przyjacielem i wspópracownikiem. Tak samo stao si z Bobkowskim. Mielimy zreszt wielu wspólnych znajomych. Jego stryj Aleksander w 1939 roku odby podró do USA na otwarcie wystawy. Wtedy go poznaem i zaprzyjanilimy si. Potem okazao si, e mielimy z Andrzejem take wielu innych wspólnych znajomych w Polsce.

Joanna Podolska: Co Was najbardziej czyo?
Jerzy Giedroyc: W duym stopniu czyy nas wspólne fascynacje literackie. Jego oczytanie w literaturze byo niezwyke. Z wyjtkiem jednej rzeczy. Andrzej by zupenie nieprzemakalny na literatur rosyjsk. On jej po prostu nie zna, to go nie interesowao. Na ten temat nie dyskutowalimy, bo by w tej dziedzinie ignorantem, a dla mnie to najwspanialsza literatura w skali wiatowej. Bobkowski doskonale zna natomiast literatur francusk. Lubilimy te obaj ksiki Conrada.

Joanna Podolska: Gdzie przeczytaam, e wasz wspóln pasj by Hermann Keyserling.
Jerzy Giedroyc: Bobkowski by nim zafascynowany i jego fascynacja udzielia si i mnie. To on mnie zarazi Keyserlingiem. Nie znaem wczeniej jego twórczoci.

Joanna Podolska: Ostatnio Bobkowskim znowu zaczto si interesowa. Ukazay si jego opowiadania, wznowiono "Szkice piórkiem", wyszy listy, które pisa do Pana przez kilkanacie lat. Moe nastpnym krokiem bdzie wejcie Bobkowskiego do szkolnych lektur?
Jerzy Giedroyc: Rzeczywicie Bobkowski sta si ostatnio pisarzem modnym. To bardzo dobrze, bo znajomo literatury emigracyjnej wci jest stosunkowo wska, a Bobkowski to wyjtkowy czowiek i bardzo wielki talent. Gdyby nie choroba i lepsza sytuacja materialna, to mógby zrobi bardzo wiele dla polskiej literatury. Nie bardzo widz "Szkice piórkiem" jako lektur obowizkow, ale "Coco de Oro" tak. Tam pojawiaj si akcenty Conradowskie. Zreszt jest tam wiele rzeczy, które mog zainteresowa modych ludzi.

Joanna Podolska: Zna pan równie on Bobkowskiego, Basi. Jakie to byo maestwo?

Jerzy Giedroyc: Wzorowe. To bya poetka i plastyczka. Zupenie odmienna psychika, bardzo spokojna. Moe dziki temu to byo idealne maestwo. Ona o niego dbaa, on si ni opiekowa. Byli bardzo zakochani. Po mierci Bobkowskiego ona zostaa w Gwatemali. Zebraa ca twórczo Bobkowskiego, tumaczya fragmenty na hiszpaski.


Maison Laffitte, marzec 1999

Autor: Joanna Podolska

rdo: kulturaparyska.onet.pl